Niebezpieczna pedagogika czyli Montessori & Co.

Zniewalanie umysłu

Sergiusz Orzeszko pochodził z ateistycznej rodziny wysoko postawionego dygnitarza PRL. Podczas pobytu ojca na placówce dyplomatycznej we Francji został posłany do szkoły steinerowskiej, uchodzącej za nowoczesną i przyjazną uczniom. Tam został oddany Lucyferowi. Od tej pory jego życie zamieniło się w koszmar: depresja, pustka, myśli samobójcze, niszczące praktyki Wschodu. Swoje nawrócenie zawdzięcza siostrze Michaeli Pawlik. Dziś jest księdzem katolickim.

 

Manipulacja, okultyzm, ezoteryzm, oddziaływanie na świadomość, przesadna indywidualizacja, utrwalanie egotyzmu – oto narzędzia, którymi posługują się współczesne nurty antypedagogizacji. Celem jest zawłaszczanie dzieci przez niebezpieczne dla ich duszy i psychiki metody niemające nic wspólnego z metodami naukowymi. Odbywa się to niestety za przyzwoleniem rodziców, którzy oddają swoje pociechy przedszkolom i szkołom prowadzącym „alternatywną edukację”.

Łapiąc się na wabik „nowoczesnych technik”, ekologii, bezstresowego wychowania, często nie mają pojęcia, że otwierają dzieciom drzwi do innego świata. Owoce takiej decyzji okazują się destrukcyjne dla dziecięcych dusz. Rewolucja, która ma na trwałe zniszczyć chrześcijańską cywilizację, realizowana jest również za pomocą pseudopedagogiki.

Ekspresowo w okultyzm

Do wielu placówek oświatowych wkradają się różnymi kanałami techniki, których rzekomym celem jest zwiększenie efektywności nauczania czy uzyskanie większej wydajności w zdobywaniu informacji. Nie wszyscy jednak wiedzą, że za tymi technikami kryją się bardzo często techniki inicjacyjne.

Przykładem takiej techniki jest chociażby tzw. szybkie nauczanie, czyli superlearning, w tym np. kursy szybkiego czytania. Coraz więcej młodych ludzi podejmuje je, nieświadomie wchodząc jednocześnie w demoniczny świat. Co gorsza, takie kursy organizowane są również dla nauczycieli, a więc mogą docierać nawet do najmłodszych.

Początki superlearningu wiążą się z osobą bułgarskiego psychiatry Georgija Łozanowa. Jego koncepcje mają swoje źródło w filozofii i religii Dalekiego Wschodu. W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku stworzył on sugestopedię. Jest to metoda nauczania polegająca na odblokowywaniu „barier” oraz wprowadzaniu umysłu za pomocą technik oddechowych, ćwiczeń relaksacyjnych i odpowiedniej muzyki w stan na granicy czuwania i snu, głęboki relaks. Celem ma być łatwiejsze zapamiętanie danego materiału.

– Metody superlearningu charakteryzuje mieszanie poglądów okultystycznych ze współczesną neurologią. W efekcie otrzymujemy coś na kształt biookultyzmu. Sugeruje się, jakoby dawne wierzenia o podłożu panteistycznym miały dzisiaj znaleźć „potwierdzenie” w laboratoriach uniwersyteckich, co jest nieuprawnioną nadinterpretacją. Szybkie nauczanie w przedstawionej powyżej wersji pełne jest taniego efekciarstwa, pseudonaukowych trików i odniesień do ideologii New Age – zaznacza Dariusz Zalewski, pedagog i autor strony internetowej www.edukacja-klasyczna.pl.

Z kolei ks. prof. Aleksander Posacki zauważa, że w krajach Europy Zachodniej, ale również w Polsce coraz częściej realizowany jest program zajęć, które mają charakter tajny. Wśród nich wylicza m.in. ćwiczenia relaksacyjne, podróże w wyobraźni, medytację i jogę, ćwiczenia odprężające, oddechowe, postrzeganie, koncentrację, gimnastykę mózgu, superlearning (w tym również kursy szybkiego czytania), sugestopedię czy stosowanie rytuałów magicznych. Problem jest tym większy, że często już na gruncie samej teorii mamy do czynienia z pomieszaniem pojęć, ignorowaniem zasad antropologicznych, nieuprawnionym wchodzeniem na teren duchowości czy religii.

– Podręczniki szkolne zawierają coraz częściej zabawy w horoskopy czy aluzje do pogańskich praktyk, w tym także do rzeczywistości duchów czy UFO – zauważa ks. prof. Posacki. Jak dodaje, pewna nauczycielka próbowała wykorzystać motyw paktu z diabłem na lekcji języka polskiego, posługując się podręcznikiem zawierającym wzór cyrografu. – Chodzi o realny wpływ światopoglądowy – wskazuje teolog.

Dostrzec można w realizacji takich metod w szkołach również pewien paradoks. Otóż coraz częściej pojawia się postulat wyrugowania katechezy ze szkół, szereg pseudoargumentów za wprowadzeniem świeckiego państwa, natomiast tym samym osobom, głośno wykrzykującym takie hasła, nie przeszkadza stosowanie technik imitujących w przewrotny sposób praktyki religijne, z nauką i świeckością niemających nic wspólnego. Ten proces pokazuje, jak daleko zabrnął współczesny świat w walce z chrześcijańską cywilizacją i jak bardzo ulega on złu.

Szkoły Steinera

Do jednych z najbardziej niebezpiecznych nurtów we współczesnej pedagogice należą tzw. szkoły waldorfskie. Warto przyjrzeć się postaci ich założyciela. Rudolf Steiner, gnostyk i okultysta żyjący w latach 1861-1925, któremu w 1919 roku powierzono założenie szkoły dla pracowników fabryki papierosów we wsi Waldorf (stąd nazwa dzisiejszych placówek), stworzył antropozoficzny nurt pedagogiczny. Jak zaznacza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” ks. prof. Aleksander Posacki, teolog duchowości, antropozofia nie chce być ani religią, ani nauką, pozostaje tradycją inicjacyjną.

Założyciel szkół waldorfskich miał związki z najbardziej antykatolickimi prądami – towarzystwami teozoficznymi oraz wolnomularstwem. Był również wyznawcą reinkarnacji. Uważał, że dziecko jest istotą duchową, która wybrała swych rodziców na pomocników w realizacji swojej misji na Ziemi. Pomimo głoszenia tak absurdalnych poglądów, Steiner dziś uważany jest za autorytet, humanistę i wielkiego pedagoga. Ksiądz profesor podkreśla pozorną tylko neutralność światopoglądową szkół waldorfskich.

Placówki te reklamowane są jako elitarne i realizujące pedagogikę alternatywną. Na głównej stronie internetowej można nawet znaleźć listę sławnych ludzi, którzy posłali tam swoje dzieci.

– Pedagogika ta współdziała z ideologią i programami edukacyjnymi New Age. Wynika to z faktu, że New Age i antropozofia pochodzą z tej samej tradycji światopoglądowej i inicjacyjnej – zwraca uwagę ks. prof. Posacki.

Celem zasadniczym pedagogiki waldorfskiej jest samourzeczywistnienie się człowieka, mogące zostać zapoczątkowane jedynie przez inicjację, którą w pedagogice waldorfskiej stanowi eurytmia, czyli zajęcia z tańca, który w istocie jest techniką inicjacyjną i zagrożeniem dla duchowości chrześcijańskiej. Eurytmia jest obecna w harmonogramie zajęć od pierwszej aż do ostatniej klasy.

W myśl idei, że co 7 lat pojawia się w życiu człowieka kolejna faza rozwojowa, system nauczania jest zależny od zmian cyklu rozwojowego. Pedagogika waldorfska jest zatem sprzeczna z zasadami psychologii rozwojowej. O zagrożeniach szkół waldorfskich mówił w 2000 roku podczas konferencji diecezjalnych duszpasterzy rodzin w Sulejówku ks. bp Stanisław Stefanek. Podkreślał wówczas, że w tym systemie nauczyciel staje się dla swoich uczniów „swoistym guru”, który ostatecznie ma zastąpić Jezusa Chrystusa. Nierzadkie były i są przypadki zniewoleń duchowych oraz opętań dzieci po nauce w szkołach waldorfskich.

W Polsce jest kilkanaście placówek realizujących pedagogikę steinerowską: w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Bielsku-Białej i Olsztynie. Na stronie internetowej szkół waldorfskich można znaleźć typową dla New Age nowomowę pełną takich słów jak: „cykl”, „siły wewnętrzne”, „szkoła bezstresowa” czy wspomniana już „eurytmia”. Wielu rodziców, słysząc hasła o ekologii, indywidualnym rozwoju czy brak hierarchiczności, ulega im, sądząc, że przyniosą one upragnione efekty wychowawcze. Okazuje się jednak, że kryją się za nimi niebezpieczne nurty, takie jak antropozofia, różne formy gnozy czy nawet okultyzm.

„Waldorfskie wychowanie religijne to jednak nie tylko i nie przede wszystkim lekcje religii, ale pewna ogólnoludzka, religijna tonacja przenikająca cały program szkoły i każdą lekcję z osobna” – czytamy na stronie internetowej reklamującej placówki steinerowskie. Przytoczone sformułowanie pokazuje to, o czym mówi ks. prof. Posacki, czyli zamaskowane przedefiniowanie religii chrześcijańskiej.

Pedagogika Montessori

Inną bardzo popularną, nierzadko w niektórych kręgach katolickich, jest pedagogika stworzona przez Marię Montessori, włoską lekarkę i pedagog. Dziś w Polsce powoływanych jest do istnienia coraz więcej placówek, głównie przedszkoli, realizujących metody stworzone przez włoską lekarkę prawie 100 lat temu. Czasem wiążą się one z promocją edukacji domowej, ponieważ Montessori krytykowała publiczne szkoły.

Żyjąca w latach 1870-1952 twórczyni systemu wychowawczego, w którym główny akcent kładzie się na wolność dziecka, choć wyrażała związki z chrześcijaństwem, miała również niejasne kontakty z Towarzystwem Teozoficznym. Sama mając nieślubne dziecko, przekazała je pod opiekę rodzinie zastępczej.

Koncepcja wychowania Marii Montessori, która co prawda swoją myśl rozwijała na początku w oparciu o pracę z dziećmi niepełnosprawnymi, potrzebującymi pomocy oraz dziećmi ulicy, zasadza się na założeniu, że dzieci są z natury dobre. Co za tym idzie – nie należy ich ani karać, ani nagradzać, tylko pozwalać im na rozwijanie swoich zdolności.

Profesor dr hab. Alina Rynio, pedagog z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, zwraca uwagę na to, że każdy nurt należy rozpatrywać w kontekście historycznym. W przypadku Marii Montessori mamy do czynienia z okresem międzywojennym, kiedy wiele dzieci spotykało wykluczenie społeczne i odrzucenie.

Pajdocentryzm zamiast wychowania

– Ważne jest natomiast założenie, od którego wychodziła Maria Montessori. Chodzi o naturalistyczne podejście mówiące, że dziecko jest z natury dobre. Montessori sformułowała swoją koncepcję, mając na uwadze głównie los dzieci słabych. Natomiast ewidentnie dokonała pewnej nadinterpretacji – podkreśla prof. Alina Rynio.

Każdy człowiek jest skażony grzechem pierworodnym, a zatem ma skłonność do czynienia zła. Powtarzanie za Janem Jakubem Rousseau, uważanym za ojca nowożytnej pedagogiki, że dziecko jest z natury dobre, prowadzi do konstatacji, że właściwie nie potrzebuje ono w ogóle wychowania.

– Dziś widzimy bezkrytyczny zachwyt nad jej metodyką, nie do końca w moim przekonaniu uzasadniony – wskazuje prof. Rynio. Jeśli za daleko pójdziemy w indywidualizacji, to – jak zauważa nasza rozmówczyni – wychowanie przekształci się w pajdocentryzm. – Swoboda i wolność, którą postulowała Montessori, mogą prowadzić do rozwoju egoizmu. Danie zbyt dużego marginesu swobody dziecku zrodzi w nim źle pojętą asertywność – dodaje pedagog. Poza tym wychowanie musi mieć charakter integralny.

– Zarówno pedagogika montessoriańska, jak i steinerowska są w gruncie rzeczy metodami wychowywania pod kloszem – w oderwaniu od rzeczywistości. Znam przypadki osób, które w dobrej wierze posłały dzieci do takich szkół i nie musiały długo czekać na skutki – okazało się bowiem, że metody sprzed stu lat nie przystają do współczesności. Takie dzieci nie potrafią potem odnaleźć się w społeczeństwie – podsumowuje prof. Rynio.

Wbrew prawdzie o człowieku

Równie krytyczne zdanie o pedagogice montessoriańskiej formułuje Dariusz Zalewski. – Metoda Montessori próbuje nawiązywać do chrześcijaństwa, jednak w swojej istocie wywodzi się z koncepcji niezgodnych z chrześcijaństwem. Oprócz zanegowania grzechu pierworodnego i błędu antropologicznego leżącego u podstaw tej metody, widzimy w niej również specyficzne ujęcie wolności. Mamy tutaj do czynienia z przyjęciem koncepcji Jana Jakuba Rousseau, wedle której dziecko ma się nie domyślać, że jest wychowywane – zauważa Dariusz Zalewski. Wolność jest zatem metodą, a nie celem, jednak mimo to staje się to pewną pułapką.

– Nawet jeżeli zdarzają się obecnie pojedyncze przypadki pozytywnych skutków tej metody, to należy podkreślić, że w swoich założeniach zawiera ona błąd antropologiczny. U źródła odwołuje się ona do prądów, które nie są zgodne z prawdą o człowieku – wskazuje Dariusz Zalewski.

Zgodnie z tym, co mówił dominikanin o. Jacek Woroniecki, to dopiero zespół cnót tworzy charakter. – Religijność Montessori nie zmienia faktu, że wychodzi ona z błędnej koncepcji filozoficznej – konkluduje Zalewski.

Jak zaznaczają eksperci, skutki wychowania w duchu montessoriańskim mogą być destrukcyjne dla rozwoju dziecka – od utrwalania w nim egoizmu i przekonania, że ono jest najważniejsze i samo może decydować, do kompletnego nieprzystosowania społecznego. „Bezstresowe” wychowanie prowadzi również do destrukcji tradycyjnej rodziny opartej na zasadach chrześcijańskich.

Placówki realizujące pedagogikę Marii Montessori zachęcają rodziców zapewnieniem, że dziecko w takim systemie rozwija się harmonijnie i nie potrzebuje do tego ani pochwał, ani kar. Jednak, jak podkreślają eksperci, w wychowaniu zarówno motywacja poprzez nagrody, jak i rozsądne karcenie dzieci mają swój sens i formułowane we właściwy sposób pomagają dziecku odróżniać dobro od zła. Inaczej pozwalamy na relatywizm.

Źródło: http://www.naszdziennik.pl/wp/51205,zniewalanie-umyslu.html

Kommentar schreiben

Kommentare: 7
  • #1

    Mania (Mittwoch, 31 Mai 2017 01:34)

    To, co Państwo piszecie o Montessori, to kompletna nadinterpretacja a już powiązanie tej idei z "bezstresowym wychowaniem" świadczy o niezrozumienia tematu.
    Brak kar i nagród jest czymś naturalnym - przynajmniej dla mnie. Nie odczuwam potrzeby karcenia dziecka za jego zachowanie czy nagradzanie za np. zjedzony obiad czy wyrzucenie śmieci. Dużo rozmawiamy o emocjach, o ludziach i różnych życiowych sytuacjach. Stosowanie kar i nagród, to rozwiązania przemocowe i wiążą się ściśle z tresurą.
    Dzieci są z natury dobre i każdy człowiek jest dobry z natury. Wszak Bóg stworzył nas na swój wzór i podobieństwo swoje, więc nie możemy być źli. Kocha nas, więc dał nam wolną wolę i ta wolna wola miesza nam w głowach.

  • #2

    Arek (Freitag, 04 August 2017 07:05)

    Odnoszę się do zdania "Wszak Bóg stworzył nas na swój wzór i podobieństwo swoje, więc nie możemy być źli.". Faktycznie Bóg stworzył nas na swój obraz i podobieństwo, dając nam m.in. wolnosc. Powołując się na to zapominasz jednak o grzechu pierworodnym i dziele odkupienia przez Jezusa. Pozdrawiam

  • #3

    Grzegorz (Donnerstag, 21 September 2017 10:46)

    Mania,
    Podstawowy błąd, to twierdzenie, że człowiek jest z natury dobry. Jest to powszechnie powielana manipulacja i nadużycie. Niestety człowiek jest z natury taki, jak go stworzyła natura. Czyli jest jak czysta płyta, którą trzeba nagrać. Ukształtować i nadać ramy moralne. Proszę wyobrazić sobie człowieka, którego wychowuje natura.
    Temat jest obszerny i nie sposób go tu omówić. Trzeba odmitologizować pojęcie "przymusu" i zdjąć z niego odium przypisane pojęciu "przemocy". To są dwa różne pojęcia i dwie różne rzeczy. Wyzwolić "dobre" potencje natury w człowieku może jedynie inny człowiek, który już takie potencje ma rozwinięte.
    Jeżeli nie będziemy rozwijali tego "dobra" w człowieku sami (rodzice, wychowawcy), to natura poprowadzi go do zezwierzęcenia. Tymi potencjami odróżniamy się od zwierząt. Ale te potencje trzeba rozwinąć, ponieważ same w sposób ewolucyjny się nie rozwiną. To był podstawowy błąd jaki popełnił J-J Rousseau.
    Pozdrawiam

  • #4

    Karina (Freitag, 06 April 2018 15:30)

    Takich bzdur dawno nie czytałam.

  • #5

    Jo (Dienstag, 17 April 2018 11:56)

    Katrina, mogłabyś rozwinąć myśl ?

  • #6

    Jo (Dienstag, 17 April 2018 11:57)

    Przepraszam Karina.

  • #7

    Ania (Montag, 09 Juli 2018 20:15)

    Czytając ten artykuł zastanawiałam się kto go pisał??? Z pewnością nie była to osoba mająca jakiekolwiek pojecie o pedagogice Marii Montessori. Wspomniani 'eksperci' z pewnością nie zadali sobie trudu aby przeczytać którąkolwiek z publikacji samej MM lu aby wybrać się do placówki na obserwację pracy dzieci. Przede wszystkim Montessori mówi o wolności ale w określonych granicach i o budowaniu wewnętrznej motywacji dziecka, nie opartej na nagradzaniu czy karceniu. Założycielka metody podkreślała też, że dziecko samo w sobie jest dobre ale to my dorośli działamy na nie szkodliwie, to od dorosłych dzieci uczą się złego postępowania. Nieustannie nawoływała aby dzieci stały sie budowniczymi pokoju (nawet na jej nagrobku jest taki napis). A to, że miała doświadczenie przebywania wśród różnych grup religijnych, kulturowych to tylko pozwoliło dowieść, że jej założenia odnoszą sie do wszystkich dzieci. Kto zaś obawia się o wychowanie religijne w tej pedagogice, niech zapozna się z Katechezą Dobrego pasterza, to zrozumie co miała na myśli MM mówiąc, że dzieci są z natury dobre.
    Takie artykuły jak ten szkodzą nie tylko samej wspomnianej metodzie ale rozwijaniu się dobra w ogóle. To dowód na to jak szatan potrafi mieszać w głowach członków społeczności Kościoła aby w tym, co dobre zauważyli wyimaginowane zło i swoim lękiem blokowali rozkwit dobrych działań. Na szczęście Pan Bóg jest ponad to!
    Pozdrawiam